30 września 2013

apple, macbook, steve jobs, epic, ipad, iphone, iOS

Kiedyś szukałeś zapewne informacji na tematy, które były Ci potrzebne do przygotowania prezentacji, wykładu lub po prostu szukałeś wiadomości potrzebnych Ci w codziennym życiu. Gdy nie znajdowałeś satysfakcjonujących Cię informacji w języku polskim, zaczynałeś prawdopodobnie szukać informacji w języku angielskim. Wpisywałeś słowa kluczowe w wyszukiwarkę Google lub Bing i w wynikach wyszukiwania pojawiały się strony z dużą ilością wiedzy w języku angielskim, których nie mogłeś znaleźć, gdy szukałeś notek w języku polskim. 

Zaczynałeś czytać artykuł. Jeżeli znasz dobrze język angielski, to nie miałeś żadnych problemów z przeczytaniem tekstu i wykorzystaniem zawartych w nim informacji. Podejrzewam jednak, że większość osób czytających tego bloga nie jest tak dobra w języku angielskim jak native speakerzy, poza tym, nawet jeżeli znasz bardzo dobrze angielski, zawsze mogą się pojawić słowa/wyrażenia, których nie znasz. 

Podejrzewam, że wtedy wpisywałeś w Google „słownik angielskiego online”, uruchamiałeś Google Translator lub inny program do tłumaczenia angielskiego i kopiowałeś problematyczne wyrażenie i otrzymywałeś odpowiedź. Przyznam się, że kiedyś też tak robiłem i traciłem mnóstwo czasu na wykonanie czynności „kopiuj-wklej” lub traciłem czas na wpisywanie słów do wyszukiwarki takiego słownika. Istnieją znacznie prostsze i szybsze rozwiązania, o których wiem od całkiem niedawna. 

Dziś do szybkiego tłumaczenia słówek lub wyrażeń, których znaczenia nie znam, stosuję dwa rewelacyjne dodatki (oprócz opisywanej wcześniej skryptozakładki diki.pl) do przeglądarki Mozilla Firefox. Są to: dictCheck oraz Globefish

Pierwszy z nich to zwykły słownik, natomiast drugi to translator zdań/wyrażeń. Dlaczego te dwa narzędzia są tak bardzo przydatne? Otóż pozwalają Ci w czasie niemalże rzeczywistym tłumaczyć to z czym masz aktualnie problem. Każde słówko, zdanie, tekst zostanie przetłumaczone tak, jak sobie tego życzysz. Ja używam obydwu tych rzeczy na raz. 

DictCheck’a do tłumaczenia pojedynczych słów, gdyż ta wtyczka jest szybsza w użyciu, a Globefish’a najlepiej używać do tłumaczenia wyrażeń. Nie lubię stosować Google Translatora. Nie dość, że tłumaczy fatalnie to jeszcze, trzeba kopiować zdania. Teraz pokażę Ci jak działają te urządzenia w praktyce. 

Na początek dictCheck. Załóżmy, że czytasz sobie jakiś artykuł na stronie BBC i nie znasz danego słówka. Wówczas stosujesz zainstalowanego dictCheck’a. Klikasz na słowo dwa razy lewym przyciskiem myszy i pokazuje Ci się tłumaczenie danego słowa. Gdy chcesz wyłączyć, to klikasz prawym. Załóżmy, że nie znasz angielskiego słowa „economy” (wbrew pozorom nie oznacza to słowa „ekonomia”). Klikasz dwukrotnie na to słowo i wyświetla się tłumaczenie. Wygląda to mniej więcej tak: 

obama, speech, bbc, artykuł, bezrobocie w usa
  

Co do użytkowania Globefish, to trzeba poświęcić trochę więcej czasu, ale i tak czas temu poświęcony będzie krótszy niż sprawdzanie w słowniku online (nie mówiąc już o papierowych), poza tym można tłumaczyć całe wyrażenia. Działa to tak – zaznaczasz dane słowo/wyrażenie/zdanie, które chcesz przetłumaczyć, klikasz na nie prawym przyciskiem myszy, wyświetla się rozwijalna lista – wtedy klikasz „Globefish: Translate Highlighted Text”. Wygląda to tak: 

obama, słownik przeglądarkowy, tłumacz online


Następnie pokazuje się u dołu strony pole na którym jest tłumaczenie (warto dodać, że dzięki Globefish można tłumaczyć wiele różnych języków, zatem jest to narzędzie wysoce uniwersalne). Gdy zaznaczysz inny fragment tekstu, tłumaczenie pokazywane jest natychmiast – nie musisz za każdym razem klikać prawym przyciskiem myszy. 

Gdy już nie chcesz mieć włączonego tłumacza po prostu zamykasz go przyciskając znak X u dołu po prawej stronie. A tak wygląda już Globefish podczas tłumaczenia: 

prezydent, obama, barack, wybory, tłumacz online, przeglądarkowy słownik


Oczywiście musisz pamiętać, że nie ma narzędzi doskonałych. Nie ma takiej rzeczy, która się nie myli. Zawsze może zdarzyć się tak, że słownik nie przetłumaczy każdego słowa, a translator nie pokaże sensownego tłumaczenia tekstu. 

Używanie tych wtyczek przynosi wiele korzyści – przed wszystkim:
  • Oszczędzasz mnóstwo czasu na szukanie słówek.
  • Dzięki temu możesz przeczytać więcej tekstu, bardziej komfortowo.
  • Nie zniechęcisz się do czytania angielskich artykułów, gdyż tłumaczenie masz pod ręką.
  • Jeżeli będziesz czytał interesujące Cię artykuły, to z pewnością zapamiętasz wiele nowych słów/wyrażeń.
  • Będziesz mógł szlifować swoje językowe umiejętności w czasie rzeczywistym. 
  • Poszerzysz swoje horyzonty myślowe i zdobędziesz dużą wiedzę, jaką oferuje olbrzymia anglojęzyczna baza artykułów w sieci.


Autor zdjęcia: goobimama, flickr.com

2 PRZEŚLIJ KOMENTARZ:

  1. Masz racje - jak czegoś nie kojarzyłem wpisywałam translator google i do dzieła;-) Z Twoimi aplikacjami powinno pójść łatwiej i szybciej;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o to właśnie chodzi - by ułatwiać sobie życie.

      Usuń

PAMIĘTAJ! Komentarze wulgarne, reklamowe i niezwiązane z tematem wpisu będą usuwane! Podpisuj się przynajmniej imieniem lub pseudonimem, jeżeli chcesz uzyskać odpowiedź!